Na szczupłą linię, szybsze zapamiętywanie, późniejsze zasypianie - co roku w sklepach pojawiają się tysiące nowych suplementów diety gwarantujących zdrowie i urodę. Łykamy je, nie wiedząc, że ich działania uboczne wymykają się wszelkim kontrolom.
Tytułowa bohaterka serialu "Magda M." dzień zaczynała od tabletki kwasu linolowego zwanego CLA. Czemu? Bo amerykańscy naukowcy 20 lat temu odkryli, że CLA poprawia przemianę materii. Na takie i inne suplementy - różnego rodzaju pigułki i napoje uzupełniające naszą codzienną dietę - Polacy co roku wydają 800 mln zł. Główny Inspektorat Sanitarny, który zajmuje się rejestrowaniem wchodzących na polski rynek preparatów, szacuje, że co roku pojawia się ponad 3 tys. nowych. Oprócz środków wspomagających odchudzanie są wśród nich m.in. specyfiki poprawiające koncentrację, preparaty wzmacniające, produkty ziołowe i napoje energetyzujące. Aby wprowadzić je na rynek, wystarczy poinformować o tym GIS. Nie są lekami, więc nie podlegają rejestracji ani nadzorowi Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych. Nikt więc nie bada ich działań ubocznych. - Tymczasem pojawia się coraz więcej produktów "z pogranicza", posiadający jednocześnie cechy żywności i leku. Nieznane wcześniej ziołowe produkty z Azji w połączeniu z innymi lekami, np. na serce, mogą poważnie zaszkodzić - mówi Jan Bondar, rzecznik Głównego Inspektoratu Sanitarnego. - Jakiś czas temu w zachodniej Europie robiły karierę preparaty przeciwreumatyczne, prawdopodobnie pochodzenia dalekowschodniego. Działały świetnie, po czym okazało się, że zawierają one... sterydy, które wyrządzały ogromne szkody. Sprzedawane w Holandii środki odchudzające były przyczyną niewydolności nerek, a u kilkunastu kobiet spowodowały śmierć - dodaje dr Wojciech Łuszczyna z Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych.
O rozsądek w stosowaniu "wspomagaczy" apelują dietetycy. - Jeśli dieta jest zbilansowana, to z pewnością dodatkowe witaminy czy suplementy wspomagające koncentrację nie są już konieczne - tłumaczy Jolanta Krzyżanowska, dietetyk z Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki. Jeszcze ostrożniej należy postępować z napojami energetyzującymi. - Większość z nich zawiera związki, które prowokują organizm do wytężonego działania, ale tylko przez chwilę. Po krótkotrwałej stymulacji następuje zmęczenie, a nawet depresja czy bezsenność - mówi dr Jarosław Woroń z Uniwersyteckiego Ośrodka Monitorowania i Badania Niepożądanych Działań Leków w Krakowie. Z kolei niektóre preparaty ziołowe, jak np. przetwory z owocu kasztanowca, jeżówki purpurowej, passiflory czy wyciąg z miłorzębu japońskiego, ze względu na zawarte w nich substancje czynne powinny być rejestrowane jako leki.
Dlatego teraz, aby zapanować nad rynkiem suplementów diety, GIS pracuje nad listą wszystkich obecnych na naszym rynku preparatów tego typu. Planuje stworzenie też wykazy ich działań niepożądanych. W elektronicznym spisie każdy będzie mógł sprawdzić, co jest preparatem, który możemy kupić w każdym sklepie spożywczym, a co lekiem, który niewłaściwie zastosowany wywoła więcej szkody niż pożytku. GIS nie zdradza, kiedy chce uruchomić rejestr. Nic dziwnego. Jego stworzenie to ambitny plan, którego jeszcze nikomu w Europie nie udało się zrealizować.
Źródło: METRO.
Suplementy zamiast diety, wypowiedzi:
Dodaj komentarz